Pos?uchaj ?ysy ten ?wiat jest tak u?o?ony
?e ka?dy z nas ma dwie strony, które tworz?
Jedn? osob? Wiem ?yskacz, sam si? o tym
Wypowiedzie? mog?, ka?dy idzie swoj? ?cie?k?
Tak ale obie schodz? si? w t? sam? drog?
Jedn? ?cie?k? id? ja, a drug? idziesz ty
Ale który z nas jest dobry, a który z?y
Powiedz mi To nie w tym sedno tkwi
Nie ma tu podzia?u, musimy ?y? w symbiozie
Bo kiedy jeden jest na wozie, drugi pod nim
By? nie mo?e Bo jedn? ca?o?? z tob? tworz?
I nie daj Bo?e, ?eby p?k?a ta wi??, która
Nas razem wi??e I nie daj Bo?e
?eby p?k?a ta wi??, która nas razem wi??e
Ref.:
Alter Ego, dotyczy ka?dego
Nie pytaj dlaczego, wierz w siebie samego
Nie mam w?tpliwo?ci cienia, ?e dwa
Wcielenia to jeszcze nie schizofrenia
Ani ja?ni rozdwojenie, tylko w ró?nych
Sytuacjach nastawienie czasem zmieniam
I s?dz? mniemam, ?e wyboru nie mam
Pomi?dzy tymi stronami dwiema wtedy
Dzia?a? zaczyna instynkt i adrenalina
I to one decyduj? o wszystkich moich czynach
Czasem chwal? takie chwile, a czasem
Je przeklinam, Ale to niczyja wina
Trzeba bra? co przeznaczone, bo cho?
Oddzielne s? decyzje, to za drug? stron?
I tak odpowiedzialno?? bior?, przed faktem
Dokonanym stoj?, wspólnie dzielimy
Rado?ci i wszystkie niepokoje, bo to co jego
Jest i moje, to co jego jest i moje
Ref.
Pos?uchaj ?ysy ten ?wiat jest tak posk?adany
?e czasem w?asne ego rujnuje moje plany
Wiem ?yskacz to jak odruch, bezwarunkowy
Niekontrolowany
Nigdy nie przewidzisz nieprzewidzianej zmiany
Nie bywam przez to za?amany, bo przecie?
Ka?de rany, s? do wyleczenia, I prawie
Wszystkie b??dy tak?e s? do naprawienia
A je?li sam nie b?d? w stanie, to moje alter ego
Opatrzy moj? ran? Bo ka?da z tych dwóch stron
Jest jednego losu panem, na zawsze z sob? zwi?zane
Osobowo?ci jedna i druga cz???
I nie daj Bo?e, ?eby p?k?a ta wi??, która
Nas razem wi??e, I nie daj Bo?e
?eby p?k?a ta wi??, która nas razem wi???
J?dker realista, Zetipe, Morwua - mówi? o tym
Kurwa, co si? tyczy ka?dego skurwysyna, ignoranci
Wasze ?ycie to kpina, jak mo?na cudze patenty
Z?yna?, pozostanie ruina, jak burz?, nie wiedz?c
By ci??kiej pracy nie niszczy?, nie odbuduj?
Jak Warszawy ?45 zgliszczy, marze? nikt z nich
Nie zi?ci, przypomnienie, je?li post?puj? tak
Pójd? w zapomnienie, ja to wiem pójd? w zapomnienie
To dla tego co zachowuje si? jak pionek, bo ma oczy
Zamydlone, uszy wod? przepe?nione, tak jak stado owiec
Ubezw?asnowolnione, nastawione tylko na konsumpcj?
A nie na emocje, bo ogl?daj? i s?uchaj? tylko tego co ma
Dobr? promocj?, tak? opcj? to ja szczerze pierdol?
Bo po to Bóg da? mi rozum mój i w?asn? wol?, dlatego
Nigdy nie pozwol?, ?eby kto? mia? nade mn? kontrol?
I wp?yw jak na tych, co popadli w masow? hipnoz?
I przybrali tak? poz?, ?e po?al si? Bo?e, a prowadzanym
By? jak na smyczy to najgorsze z upokorze?
Ja nie b?d? ci mówi? kogo masz s?ucha?, a kogo nie mo?esz
Bo nie jestem pasterzem dla tych owiec
Dla tych op?tanych w?adzy ??dz?, g?usi i ?lepi
Kiedy? pob??dz?, oddaj?c ?ycie pieni?dzom, mimochodem
Czujne spojrzenia tych, co przymieraj? g?odem, nie je?d??
Dobrym samochodem, bo to Polska, nie elegancja Francja
Co wkurwia w innych, to ignorancja, dobra rada
B??dna ocena, z?e kryterium, obserwuj, uknute misterium
Ignorantów, a J?dker nigdy z nimi, w ko?cu nowe milenium
Czas kiedy ostatni b?d? pierwszymi, mówi? czego jestem pewien
Zetipe, popieram ten plan, elo Morwua, co? od siebie dodam
Ile b?d? móg? i mia?, a czy bóg b?dzie chcia?...
Ref.:
To co chcesz widzie?, s?ysze?, nie jest dla nas
W zamian co? innego, prawdziwego, nic ci do tego
I tak nie zrozumiesz, s?ucha? patrze? nie umiesz
Komplikujesz, swoje ?ycie rujnujesz, bo ignorujesz
Nie chcesz na oczy przejrze?, odpadniesz
Zanim zd??ysz si? obejrze?, je?li twoja szczero??
To z?udzenie, odpadniesz, pójdziesz w zapomnienie
Ja ci mówi? pójdziesz w zapomnienie
Wpatrzony w ekran, za?lepiony widz, ogl?da swój pic
Na wod?, fotomonta?, który znaczy mniej ni? nic
W odpowiedzi raporta? swoj? tre?? przedstawia
Z jednej strony z czym? si? zgadza, z drugiej przeciwstawia
S?owa kierowane do was s? i b?d? zawsze reprymend?
Zwró? uwag?, kto naprawd? ma przewag?, do czego warto
Przywi?zywa? wag?, co zas?uguje na uznanie, osobi?cie
Dla mnie, nieprzerwanie, od lat stwierdzanie faktów, a nie
Ich przekr?canie kosztem wysokich, na ich jedno zawo?anie
Chcesz to z nimi pertraktuj dalej, zawieraj umowy, w tym
Wypadku zak?amanie i twoim udzia?em si? stanie
Poprzez s?uchanie g?osu publicznej opinii, sami s? sobie
Winni, ?e s? naiwni, wobec nas pozostaj? bezsilni, bo kto? im
Mówi co powinni, czego nie, a przecie? prawdziwe powo?anie
To posiada? w?asne zdanie, Morwua, Zetipe nie poprzestanie
W sposób jawny mówi? prawdy, za ?adne skarby
To niepodwa?alny argument to tylko fragment, rozumiesz
Czy rozumiesz, ?e...
To co widzisz to jedno, to co s?yszysz to drugie, jak ?ycie d?ugie
Ró?ne famy b?d? kr??y?, wytwory typów podatnych
Autosugestii, to fakt, który nie podlega kwestii, ja nie ulegam
Presji, chocia? wyg?odnia?e s?py wci?? wyszukuj? kontrowersji
Dla zwi?kszenia pensji, nie szukaj w tym pretensji, tak jak
Ideologii, to o tych, którym obce s? zjawiska spo?ecznej patologii
Pierdolone manekiny w obj?ciach demagogii, traktuj?cych
Talent jak pieni?dza ekwiwalent, zb?dne t?umaczenia, ?e nikt
Nie jest doskona?y, zmienne charaktery, chor?giewki ju? da?
O sobie zna?y, wytrzeszczone ga?y i zdziwiony ?
A my dalej konsekwentnie, balon b?dzie si? powi?ksza? dopóki
Nie p?knie i wiedz, ?e...
Ref.: