Zapisz swoję ulubione zestawienie

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz do wybranych tekstów:




Od startu zachowana pierwotna forma

Sen Morwa, prosta historia bez zako?czenia
O ludziach wywodz?cych si? z podziemia
Budynków, zza których winklów
Wy?aniaj? si? szeregi postaci, dalej w stron?
Skrzy?owania jeszcze wi?cej braci
Dereniowa Gandzi, ekipa si? gromadzi
Swoje ?ycie prowadzi, ka?dy sobie jako? radzi
Na swój sposób, nie jest ?atwo
Dopóki istnieje ironia losu

Ty nie ?pisz wci?? czuwasz, najpierw wodzisz
Swe ofiary, potem zjadasz i wypluwasz
I wszystko od pocz?tku, bez lito?ci i wyj?tku
Dla nikogo, od zawsze rujnowa?a? wszelkie plany
To patent dobrze znany tym, których dosi?gn??a
R?ka jej dotkliwa, do przewidzenia niemo?liwa
Co jaki? czas si? odzywa, zbiera swoje ?niwa
Jeszcze nad nie jednym si? za?mieje, bo nie tylko
Biednym wiatr w oczy wieje, tak si? dzieje
?e gdy nie ma szans - warto mie? nadziej?
Dla niektórych matk? g?upich, ja tego w ten
Sposób nie traktuj?, na razie post?puj? tak jak czuj?
Co moje, od ?ycia egzekwuj?, jak misjonarz nie
Nawracam, kijem wody nie zawracam

Ref.:

Czy czujesz si? na si?ach d?wiga? ten ci??ar
Ironi? losu, lepiej si? spr??aj
W poszukiwaniu sztosu i uwag? wyt??aj
Na ka?dym kroku, licz na tych, których masz u boku

Los ma to do siebie, ?e si? odwraca
Wnosi co? nowego, lub co? przywraca
Ironia jak na z?o?? patrzy jak kto? si? zatraca
Co? tu si? nie zgadza, gdzie jest sprawiedliwo??
I kto j? zaprowadza, jej brak przeradza si?
W ironi?, ludzkie dramaty poniesione straty
Dzisiaj bankrut, wczoraj jeszcze bogaty
Dosz?o do utraty wszystkiego, to spad?o
W?a?nie na niego, z?o?liwo?? losu codziennego
Czyha na ka?dego mo?e to spotka?
W walce z ni? nie przebieram w ?rodkach
W tej sytuacji jedynie wygrana jest sukcesem
Nie jeden przegra? ju? z kretesem
Nie jeden zaszy? si? pod innym adresem
?lad po nim zagin??, ironia bezpo?rednia przyczyn?
O losie, co tym razem szykujesz
Ofiar? upatrujesz, któr? manipulujesz, sterujesz
Jak reagujesz na ten fakt, jak post?pujesz
Przecie? ty sam decydujesz o wyborze
Widzisz to wszystko w ciemnym lub jasnym
Kolorze, inaczej by? nie mo?e, konsekwencje
Byle bez plam na honorze, musi si? obej??
Jak od wszystkich z?ych pokus, które chc? ci?
Przewali?, na dechy powali?, deska ratunku
Zawsze mo?e ci? ocali?, niekoniecznie
Nie próbuj zwali? na to, ?e jest niebezpiecznie
Poradzi sobie ten, kto dzia?a skutecznie
Zr?cznie, tylko, ?e nie ka?dy ma szcz??cie
W jednym momencie wszystko mo?e ulec zmianie
?yciowy sztos to jedyne rozwi?zanie
Ratunek, potrzebny jak sumienia rachunek

W ?wiecie chaosu rz?dzi si? ironia losu
Gdzie twoje ?ycie nie podobne do patosu
Tylko s?yszysz w g?owie wiele g?osów
Jak? masz drog? wybra? i jaki sposób
Przy tym pami?taj, nie wygrasz z przeznaczeniem
B?dzie co ma by? i tego nie zmieni?
Cho? zawsze b?d? walczy? o to co ceni?
Czasem jednak na nieszcz??cie tak si? dzieje
?e rozchodz? ci si? nagle losu koleje
Jeste? w szoku kiedy co? si? zjeba?o
Bez sensu jest zawczasu planowa? przysz?o?? ca??
B?d? tak jak mój brat zawsze wierny swoim idea?om
Bo nie odstanie si? to co ju? si? sta?o
I nie pytaj dlaczego, wierz w siebie samego
Ufaj bogu, bo wszystko w r?kach jego



J?dker realista, Zetipe, Morwua - mówi? o tym

Kurwa, co si? tyczy ka?dego skurwysyna, ignoranci
Wasze ?ycie to kpina, jak mo?na cudze patenty
Z?yna?, pozostanie ruina, jak burz?, nie wiedz?c
By ci??kiej pracy nie niszczy?, nie odbuduj?
Jak Warszawy ?45 zgliszczy, marze? nikt z nich
Nie zi?ci, przypomnienie, je?li post?puj? tak
Pójd? w zapomnienie, ja to wiem pójd? w zapomnienie

To dla tego co zachowuje si? jak pionek, bo ma oczy
Zamydlone, uszy wod? przepe?nione, tak jak stado owiec
Ubezw?asnowolnione, nastawione tylko na konsumpcj?
A nie na emocje, bo ogl?daj? i s?uchaj? tylko tego co ma
Dobr? promocj?, tak? opcj? to ja szczerze pierdol?
Bo po to Bóg da? mi rozum mój i w?asn? wol?, dlatego
Nigdy nie pozwol?, ?eby kto? mia? nade mn? kontrol?
I wp?yw jak na tych, co popadli w masow? hipnoz?
I przybrali tak? poz?, ?e po?al si? Bo?e, a prowadzanym
By? jak na smyczy to najgorsze z upokorze?
Ja nie b?d? ci mówi? kogo masz s?ucha?, a kogo nie mo?esz
Bo nie jestem pasterzem dla tych owiec

Dla tych op?tanych w?adzy ??dz?, g?usi i ?lepi
Kiedy? pob??dz?, oddaj?c ?ycie pieni?dzom, mimochodem
Czujne spojrzenia tych, co przymieraj? g?odem, nie je?d??
Dobrym samochodem, bo to Polska, nie elegancja Francja
Co wkurwia w innych, to ignorancja, dobra rada
B??dna ocena, z?e kryterium, obserwuj, uknute misterium
Ignorantów, a J?dker nigdy z nimi, w ko?cu nowe milenium
Czas kiedy ostatni b?d? pierwszymi, mówi? czego jestem pewien
Zetipe, popieram ten plan, elo Morwua, co? od siebie dodam
Ile b?d? móg? i mia?, a czy bóg b?dzie chcia?...

Ref.:

To co chcesz widzie?, s?ysze?, nie jest dla nas
W zamian co? innego, prawdziwego, nic ci do tego
I tak nie zrozumiesz, s?ucha? patrze? nie umiesz
Komplikujesz, swoje ?ycie rujnujesz, bo ignorujesz
Nie chcesz na oczy przejrze?, odpadniesz
Zanim zd??ysz si? obejrze?, je?li twoja szczero??
To z?udzenie, odpadniesz, pójdziesz w zapomnienie
Ja ci mówi? pójdziesz w zapomnienie

Wpatrzony w ekran, za?lepiony widz, ogl?da swój pic
Na wod?, fotomonta?, który znaczy mniej ni? nic
W odpowiedzi raporta? swoj? tre?? przedstawia
Z jednej strony z czym? si? zgadza, z drugiej przeciwstawia
S?owa kierowane do was s? i b?d? zawsze reprymend?
Zwró? uwag?, kto naprawd? ma przewag?, do czego warto
Przywi?zywa? wag?, co zas?uguje na uznanie, osobi?cie
Dla mnie, nieprzerwanie, od lat stwierdzanie faktów, a nie
Ich przekr?canie kosztem wysokich, na ich jedno zawo?anie
Chcesz to z nimi pertraktuj dalej, zawieraj umowy, w tym
Wypadku zak?amanie i twoim udzia?em si? stanie
Poprzez s?uchanie g?osu publicznej opinii, sami s? sobie
Winni, ?e s? naiwni, wobec nas pozostaj? bezsilni, bo kto? im
Mówi co powinni, czego nie, a przecie? prawdziwe powo?anie
To posiada? w?asne zdanie, Morwua, Zetipe nie poprzestanie
W sposób jawny mówi? prawdy, za ?adne skarby
To niepodwa?alny argument to tylko fragment, rozumiesz
Czy rozumiesz, ?e...

To co widzisz to jedno, to co s?yszysz to drugie, jak ?ycie d?ugie
Ró?ne famy b?d? kr??y?, wytwory typów podatnych
Autosugestii, to fakt, który nie podlega kwestii, ja nie ulegam
Presji, chocia? wyg?odnia?e s?py wci?? wyszukuj? kontrowersji
Dla zwi?kszenia pensji, nie szukaj w tym pretensji, tak jak
Ideologii, to o tych, którym obce s? zjawiska spo?ecznej patologii
Pierdolone manekiny w obj?ciach demagogii, traktuj?cych
Talent jak pieni?dza ekwiwalent, zb?dne t?umaczenia, ?e nikt
Nie jest doskona?y, zmienne charaktery, chor?giewki ju? da?
O sobie zna?y, wytrzeszczone ga?y i zdziwiony ?
A my dalej konsekwentnie, balon b?dzie si? powi?ksza? dopóki
Nie p?knie i wiedz, ?e...

Ref.:



Dobrze jest zna? kogo? na kim mo?na polega?

Pewnych zasad gry po prostu trzeba przestrzega?
Kto? ci kiedy? pomóg?, wypada?o by odp?aci?
Wi?c nie udawaj kogo? wi?kszego, lepszego
Bo u ch?opaków szybko mo?esz wizerunek
W oczach straci?, jedno co ci powiem -
Braci si? nie traci, szacunkowo tu go?ci jedno
Przekonanie, my to wiemy, wspólnymi si?ami
W jedn? ro?niemy, co do rzeczy wartych wys?uchania
Robimy co mo?emy, masz pytania ?
Ja?niej si? ju? nie da, kiedy pomocnej d?oni potrzeba
Daleko nie musz? jej szuka?, wystarczy po s?siedzku
Do drzwi zapuka?, nie do wszystkich,
Tylko do wybranych osób, najlepiej mi znanych
Po prostu zaufanych, wiem co mówi?
I raczej si? nie gubi? w tym co robi?, ziomka
Nigdy nie zostawi? na lodzie, dzia?am na kwadracie
I na jego obwodzie, mówisz o nowej modzie
Teraz jest zaraz przejdzie, jest dok?adnie odwrotnie
Bo nas jest coraz wi?cej, czyli ulicznej
Filozofii d?wi?cznej

Ref.:
Braci si? nie traci - te s?owa mówi? wszystko
Dlatego konsekwentnie trzymamy si? blisko
W nie swoje si? nie wpierdalamy w?asne sprawy mamy
O nie dbamy, w tym kierunku pod??amy

Wspó?zawodnictwa mi?dzy nami nie ma
Jeden za drugim stanie, dopóki kr?ci si? ziemia
Równo?? i braterstwo id? w pierwszym rz?dzie
Dzia?amy w zwartym sk?adzie, nie w ?adnym bojzbendzie
To nie or?dzie tylko mowa po naszemu, udziela si?
Ka?demu z nas po swojemu, bo mam w?asne zdanie
I punkt widzenia, którego trzymam si? na co dzie?
Nawet w chwilach zagro?enia, konieczny do spe?nienia
Jest warunek odwieczny, by przetrwa? prób? czasu
I nie wrzuci? na wsteczny, ten uk?ad jest bezsprzeczny
On musi by? bez skazy, na jednym cz?owieku nie
Przejedziesz si? dwa razy, to za du?o a? o raz
W równym stopniu dotyczy to ka?dego z nas
Esencja lojalno?ci, kwintesencja prawilno?ci
I jej nie przy?miony blask, ca?y czas, ca?y czas

Ursynów to sypialnia, ?ycie tu zwalnia, tutaj
Zlokalizujesz nasze personalia, postawa w?ród swoich
To nie anomalia, wiesz o co chodzi wariat
Pod tym mog? si? na pewno podpisa?, ?e s?owami
Próbuj? ci to wszystko opisa? wyt?umaczy?
Ile to, kurwa, dla nas znaczy - zbyt wiele by tak
Po prostu, od zaraz to utraci?, trzeba by? zawsze
Sob? by si? nie zeszmaci?, na tym mo?esz tylko straci?
Chuj zyskasz, dobr? rad? daje ci kto ?
Peper, Wigor, ?ysy ?yskacz !

Ref.