Dzieciak, dzieciak jaki jest 

Jaki jest? jaki jest?

Dzieciak, ej, jaki jest twój priorytet?
Dzieciak, ej, masz jaki? autorytet?
Niech twoje my?li skryte ujrz? ?wiat?o dzienne
Nie du? w sobie tego co, niepotrzebne

Dzieciak, ej, jaki jest twój priorytet?
Dzieciak, ej, masz jaki? autorytet?
Niech twoje my?li skryte ujrz? ?wiat?o dzienne
Nie du? w sobie tego co, niepotrzebne

Kilka twarzy wybija si? z t?umu
Niepokorni ma?olaci niespe?na rozumu
Robi? wiele szumu, tak naprawd? o nic
Patrz? po nich jak dostaj? korby
Narkotyki odchylaj? ich od normy
M?ody umys? szybko przestaje by? odporny
Sugeruj? si? tym, co podsun? starsi
Rówie?nicy id? w jego ?lady, albo przypa? na dzielnicy
Podwórko oczywi?cie mo?e sta? si? ich schronieniem
Albo na dobre b?d? jego zapomnieniem
Nikt nie chce przecie? i?? w odstawk?
Opu?cisz osiedlow? ?awk? no i masz przechlapane
Tu od rana do wieczora jest przesiadywane
Pr?dzej czy pó?niej na nich si? nacina
G?upio mu odmówi?, kiedy pali si? blancina
Tak si? zaczyna zaniedbywanie ca?ej reszty
Matka da?a na zakupy, on nie doniós? reszty
Z czasem ju? go to nie zadowala
Co drugi dzie?, nie przyuwa?ony z portfela podpierdala
Ca?ymi dniami od domu i szko?y trzyma si? z dala
Rozwydrzony, na coraz wi?cej sobie pozwala
Nie?wiadomy rodzic tego nie kontroluje
Co tak naprawd? dzieciakowi imponuje
Pozostawiony sam w sobie, na ?asce kole?ków
W tym ?wiecie nie obejdzie si? bez przeszkód

Dzieciak, ej, jaki jest twój priorytet?
Dzieciak, ej, masz jaki? autorytet?
Niech twoje my?li skryte ujrz? ?wiat?o dzienne
Nie du? w sobie tego co, niepotrzebne

Dzieciak, ej, jaki jest twój priorytet?
Dzieciak, ej, masz jaki? autorytet?
Niech twoje my?li skryte ujrz? ?wiat?o dzienne
Nie du? w sobie tego co, niepotrzebne

Kilka twarzy wyró?nia si? w t?umie
Niepokorne ma?olatki, jedna m?odsza od drugiej
Obie g?upie, bo chc? wygl?da? na starsze
Nie wiem po co, a im d?u?ej na nie patrz?
Widz? rz?d zadartych nosów i wypchanych biustów
Brak gustu, zero klasy, istny pastisz
Wielu wizji podpatrzonych w telewizji
Jedna chce wygl?da? jak Jennifer Lopez
Druga jak Beyonce, ca?a reszta dla odmiany nie
Imponuj? im koledzy, istne kompendium wiedzy na temat ulicy
Oni to dopiero maj? plecy ostrzy zawodnicy
Co nienawi?? do policji wyssali z mlekiem matki
A szczytem ambicji jest trafi? za kratki, najcz??ciej za bezmy?lno??
Niepokorni ma?olaci wybieraj? tak? przysz?o??
Dzieciak, my?l co? chocia? troch?, ?eby? pó?niej nie plu? sobie w brod?
Przez obran? w ?yciu drog? bywaj z Bogiem

Dzieciak, ej, jaki jest twój priorytet?
Dzieciak, ej, masz jaki? autorytet?
Niech twoje my?li skryte ujrz? ?wiat?o dzienne
Nie du? w sobie tego co, niepotrzebne

Dzieciak, ej, jaki jest twój priorytet?
Dzieciak, ej, masz jaki? autorytet?
Niech twoje my?li skryte ujrz? ?wiat?o dzienne
Nie du? w sobie tego co, niepotrzebne

Moja pokora, nie brak mi jej
Bez niej zapewne by?bym gdzie indziej
Gdzie wol? nie my?le?
Dzi? dzie? tu jestem, bo mój autorytet daje mi si??
Przed nim czo?a chyl?, tyle ile mnie nauczy? nie zlicz?
Wiem kiedy mówi?, potrafi? te? milcze?
Nie szydz?, a z lud?mi w zgodzie ?yj?
Wiem co mam robi?, wiem co mam my?le?
A dzi? ubolewam, bo niepokornych zbyt cz?sto dostrzegam
Taki lepszy, cwa?szy dzieciak
Byle zawadiaka, nie zna miary, któr? przebra?
Wtem draka, nó? mi?dzy ?ebra
Za kilka monet zdo?a? ?ycie odebra?
My?l?c, ?e wygra?, na starcie ju? przegra?
Smutny fina?, ty masz jeszcze chwil?
To obierz priorytet i dzia?aj tak
Aby dumny z ciebie by? twój autorytet



POCZ?TEK 95, BEZ NIEPOTRZEBNYCH SPI??

NIEODPARTA CH?? TWORZENIA, DLA SAMYCH SIEBIE
BEZ CI?NIENIA, DLA ZASPOKOJENIA WEWN?TRZNYCH
POTRZEB, WTEDY NIKT NIE ZASTANAWIA? SI?
JAK DALEKO TO DOTRZE, UMYS?Y BY?Y M?ODSZE
WARUNKI SUROWSZE, CO NIE ZNIECH?CA?O
JESZCZE BARDZIEJ NAS DOPINGOWA?O, ZROZUMIE?
POZWALA?O JAK DOJRZEWA KA?DA GA???
CO WYRASTA Z PNIA TWORZ?CEGO JEDN? CA?O??
MORWA DRZEWO I JEGO OKAZA?O??, WSPARTA
NA KORZENIACH, KTÓRE TRZYMA MATKA ZIEMIA
POLSKA ?YZNA GLEBA, KTÓREJ NAM POTRZEBA
JAK WODY I CHLEBA DO EGZYSTENCJI, ZA NASZEJ
KADENCJI BEZ NICZYJEJ INGERENCJI W SENS
KTÓRY CHCEMY PRZEKAZA?, TEGO Z PAMI?CI
NIE DA SI? WYMAZA?, NIKT NAWET NIE PRÓBUJE
TO JEST NIEMO?LIWE, MÓWI?C UCZCIWIE
CHCEMY TYLKO ?Y? GODZIWIE, CO? NAM W KO?CU
SI? NALE?Y, CZEKALI?MY NA TO CIERPLIWIE
KA?DY W TO WIERZY?, WYTRWALE POG??BIA? SWOJ?
WIAR? - SWOJE PRZE?Y?, SWOJE PRZE?Y?

Ref.
NA DZIELNICY MIASTA, W.W.A. RZECZ JASNA
MORWA DRZEWO SI? ROZRASTA
Z PODZIEMI WYRASTA - TO ?YCIA SYMBOL
?YCIA SYMBOL

TAM SK?D POCHODZ? Z ZA?O?ENIA WYCHODZ?
?E W KO?CU JESTE?MY NA najlepszej DRODZE
BY MÓC BARDZIEJ SI? ROZWIN??, CZASU MUSIA?O
SPORO UP?YN?? I ZAPEWNE JESZCZE GO UP?YNIE
W TEJ dru?ynie, JAK W NATURZE I RODZINIE, NIC
NIE GINIE, WSYSTKO NA SWOIM MIEJSCU, PRZY
ODROBINIE WYSI?KU, DA SI? ZROBI? JAK U WIEKU
SCHY?KU, PRZYSZ?O NAM WTEDY TROCH? POCZEKA?
WARTO BY?O, BY MÓC TERAZ POWIEDZIE? CO PRZEZ
TO W ?YCIU SI? ZMIENI?O, JAK BARDZO ZAWA?Y?O
TO CO SI? WYDA?Y?O, PROBLEMÓW PRZYBY?O
NIE UBY?O, CO NA SZCZ??CIE UMYS?U NIE ZA?MIECI?O
NIE ODBI?O SI? NA PSYCHICE, W TEJ KRONICE KOLEJNE
ZAPISANE STRONNICE, CA?Y CZAS O MORWIE MOWA
I JEJ SYMBOLICE, TO ?YCIA PRZEKRÓJ I JEGO WARSTW
NIE OPOWIADAJ?C K?AMST WIERUTNYCH, JAK
W PRZYPADKU TYCH ROBI?CYCH DOBR? MIN? DO
Z?EJ GRY - TO Z CA?? PEWNO?CI? NIE MY
TO CO? WI?CEJ OD ?CI?GANYCH PLIKÓW MP3
TO CO? WI?CEJ OD WYDOBYWANYCH D?WI?KÓW
Z G?O?NIKÓW, TO CO? WI?CEJ OD WSZYSTKICH RAZEM
WZI?TYCH NO?NIKÓW