JU? OD MA?EGO, UCZYLI POS?USZE?STWA BEZWZGL?DNEGO

KA?DEGO Z NAS, ALE NIC Z TEGO, JA NIE ULEG?EM
I NIE ULEGN? NIGDY, NADEJDZIE KIEDY? TAKI CZAS,
?E ODPOWIEDZ? NAM ZA KRZYWDY I MÓWIENIE K?AMSTW
KTÓRYMI NAS KARMILI I DALEJ KARMI?, A POZOSTAN? CI
KTÓRZY OGARN?, KTO IM CIEMNOT? WCISKA, BO K?AMSTWO
BRUDNE JEST, A PRAWDA CZYSTA - TWÓJ LOS JEST W TWOICH
R?KACH, NIE POZWÓL NIM MANIPULOWA?, PRZY TYCH
FA?SZYWYCH S?OWACH, KTÓRE NAS OTACZAJ?
TAK ?ATWO JEST ZWARIOWA?, TYM CO CHARAKTER
S?ABY MAJ?, ICH BO?E W SZCZEGÓLNO?CI PROWAD?
BO ZMYS?Y POSTRADAJ?, DAJ?C TYM KTÓRZY S? NA GÓRZE
WI?KSZ? KONTROL? NAD TYMI CO NA DOLE, JA NA TO
NIE POZWOL?, ROLE NA PEWNO SI? ODWRÓC?, JESTE?MY
PONAD NIMI, BO NAPISANE JEST, ?E OSTATNI B?D? PIERWSZYMI

Ref.

NIECH KA?DY ZMYS? PE?NI SWOJ? ROL?, ZA TO UMYS?
SPRAWUJE NAD NIMI KONTROL?, NIE POZWÓL BY
ZAW?ADN??A TOB? SI?A NIECZYSTA
PODSTAWA TO ZOSTA? PRZY ZDROWYCH ZMYS?ACH
NIECH KA?DY Z NICH PE?NI SWOJ? ROL?, ZA TO UMYS?
SPRAWUJE NAD NIMI KONTROL?, NIE POZWÓL BY
ZAW?ADN??A TOB? SI?A NIECZYSTA
PODSTAWA TO ZOSTA? PRZY ZDROWYCH ZMYS?ACH



Wbrew pozorom, wbrew narzucanym rygorom.

Póki p?ynie w nas krew swoj? tre?? b?dziemy nie??.
Nawet, je?li kto? nie mo?e tego znie??.

Nie wiem, jaki musia?by by? powód,
?ebym przesta? ufa? Bogu,
Moim przyjacio?om i rodzinie
Lepiej pod ?adnym pozorem nie pozwol?,
?eby pusto?? mia?o dla nich moje imi?.
Pr?dzej zgin? ni? wyrzekn? si? warto?ci,
Które wie?e(?) Zmarnowanych lat,
Jak i pi?knych wspomnie? nikt mi nie zabierze.
Fakt, jaki jest ka?dy wie, to ukszta?towa?o mnie.
Wyrze?bi?o na mym ciele znaki mego losu
Ju? nie zmieni byle jaki czyn, byle jaki skurwysyn
?aden pieni?dz, huj z nim b?d? ?y? wierz?c,
?e si?a w naszych wi?zach, które sami upletli?my
Przecie? to nie po to na ten ?wiat przyszli?my
Czy inaczej my?lisz?
Po co ?yjesz, tylko i wy??cznie dla korzy?ci
Czy dla marze?, które kiedy? chcia?by? zi?ci??
Przecie? to nie wy?cig, tylko droga,
Któr? konsekwentnie zmierzam
Na spotkanie mego Boga.

Pod ?adnym pozorem….

Wbrew pozorom, wbrew narzucanym rygorom.
Póki p?ynie w nas krew swoj? tre?? b?dziemy nie??.
Nawet, je?li kto? nie mo?e tego znie??.

Pod ?adnym pozorem nie ugniemy si? pod naporem
Tego biznesu, jego splendorem bez stresów
Mamy w sobie pokor? bez wy?szo?ci manii
Woda sodowa nie uderza nam do bani
Z pewno?ci? na siebie zdani obdarowujemy zaufaniem
Tych, których ?ycie dobra?o tak starannie
Mog? si? goni? poszywacie
My?la?e?, ?e to pewniak,
Nigdy wcze?niej by? nie pomy?la? ziom a jednak
Bo ludzie to s? takie istoty, ?e jak tylko
Pojawi si? troch? floty w g?owach mo?e si? poprzewraca?
Wokó? jednego wtedy wszystko zaczyna si? obraca?
Do jednego sprowadza?
Pod ?adnym pozorem ?ycia nie b?d? sobie zagraca?
Ja i mój sk?ad pracujemy nad tym, aby zobrazowa? ?wiat
Bynajmniej przez pryzmat fortun
Nie gardzimy pieni?dzem, to nasze wspólne konsorcjum
Bez rozpierdalania ich na lewo i prawo
W dzisiejszych czasach to inwestycja jest podstaw?
Fundamentem twojej przysz?o?ci
Patrzysz w ni? czy mo?e wci?? nie masz tej sk?onno?ci
Wa?ne by zachowa? umiar w tym bezmiarze
Ja si? odwa?? mie? dla pieni?dzy szacunek
Nie jak jaki? g?upek od palenia stu-z?otówek
Co nie cofnie si? przed niczym byleby
Mie? w szmat?awcu nag?ówek jak klan
Ja na to sram – tyle powiem wam
Chc? disów to je dla nich dzisiaj mam
??dni sensacji, mistrzowie profanacji
To kó?ko wzajemnej pierdolonej adoracji

(ciach o)

Wbrew pozorom, wbrew narzucanym rygorom.
Póki p?ynie w nas krew swoj? tre?? b?dziemy nie??.
Nawet, je?li kto? nie mo?e tego znie??.