Ref.:
Chocia? trzeba si? przedziera?, nie ma co wybiera?
To musi dociera? - ?y? nie umiera?
By? albo nie by?, oto jest pytanie
Czy jeste? w stanie odpowiedzie? na nie
Doceni? w?asne istnienie, to pierwsze za?o?enie,
Swojego na drugie nigdy nie zamieni?
Teraz przeznaczenie, jeba? samounicestwienie
Nie przestawa?, si? nie poddawa?, na ?ycie stawia?
Wy??cznie na nie, na przetrwanie
Co w dzisiejszych czasach, jest umiej?tno?ci?
W ?wiecie, w którym nie wszystko przychodzi z ?atwo?ci?
Przepe?nionym z?o?ci? i spokojem, zmienne nastroje
Towarzysz? jak mieszane uczucia, mimo wszystko
?y? trzeba, to przekonanie si? narzuca
Jedynie desperat je odrzuca, wszelk? nadziej? porzuca
Ludzka mentalno?? i to co j? zak?óca, k?opoty
Wiem co? o tym, ca?kowicie i tak nie odbior? mi ochoty
Do tego ?eby dopi?? swego, co? osi?gn??
Trzeba si? przy?o?y?, kiedy czas gra na niekorzy??
W konsekwencji ró?nie mo?e si? u?o?y?
A jednak inwencji nie brak, intencji, szczerych ch?ci
Tak trzyma?, ?y? nie umiera?, nie da? si? zakr?ci?
Nie p?dzi? na o?lep, najwy?szy czas realnie spojrze?
Na otoczenie gdzie do?wiadczenie, ma znacz?cy wp?yw
Na my?lenie, które okre?la twoje po?o?enie
W sytuacjach tych nie brakuje, a potwierdzenie jest
W relacjach, co powoduje uzmys?owienie samemu sobie
Po co tu jestem i co w?a?ciwie robi?
Logiczne pozostaj? odpowiedzi obie
Ref.
Dwa razy z r?k ?mierci zosta?em wyrwany
Za to wielkie dzi?ki dla ?yskacza i mojej mamy
Trzeba uwa?a? jak si? pewne granice przekracza
By nie da? plamy w ?yciu, pami?taj by zachowa? umiar w piciu
I nie wpierdoli? si? w jak?? g?upot?, której potem
B?dziesz ?a?owa?, jeste? m?ody nie zd??y?e? si? wychowa?
A ju? mo?esz zako?czy? swój ?ywot marny, obraz czarny
Ale realny, niestety nie pozwól by pisa?y o tobie gazety
W nekrologu, szanuj swoje ?ycie i dzi?kuj Bogu
Za to, ?e je masz, zanim wykonasz jaki? b??dny krok
Uderz si? lepiej w twarz
Bo ?yje si? raz, a reszta to z?udzenia, wi?c zapomnij
Te chwile, które s? do zapomnienia, a pami?taj wydarzenia
Które daj? ch?? istnienia, je doceniaj, bo s? bod?cem
Który sprawia to, ?e my?lisz pozytywnie, funkcjonujesz
Kreatywnie i oceniasz obiektywnie otoczenie
Swoje ?ycie traktuj czynnie, a nie biernie, swoim
Przekonaniom wiernie, wci?? do przodu niezmiennie
Tak by mie? satysfakcj?, korzysta? z przyjemno?ci
I jeba? wegetacje, ?y? pe?ni? ?ycia, nie umiera?
Jak masz w czym to wybieraj, bo jest wiele mo?liwo?ci
Które mo?esz odkry? w?a?nie teraz
Ref.
Tak ju? wysz?o, ?e dzisiaj ?y? nam przysz?o
Obecna sytuacja nie pozostawi?a du?o do wyboru
Ludziom wa?nej sprawy i honoru, inaczej jest pisane
Pod uwag? brane, zawsze b?d? pobierane lekcje
Powracaj?ce jak z przesz?o?ci retrospekcje
Rzeczy, które mia?y znaczenie mniejsze lub wi?ksze
By ci??sze si? nie sta?o z dnia na dzie?, nie wiem
Jak dla ciebie dla nas jest to najwa?niejsze
Aspekty tera?niejsze, na przekór wszystkiemu co z?owieszcze
Przecie? znik?d si? nie bior? ludzkich ?ez
Ulewne deszcze tylko z cierpienia, ile kurwa jeszcze
Min??o kop? lat, ten dzieci?cy ?wiat
W nas ?yje ca?y czas
Beztroski byt doros?ych dzieci
Nie ma to jak wróci? na stare ?mieci
Min??o kop? lat, ten dzieci?cy ?wiat
W nas ?yje ca?y czas
Beztroski byt doros?ych dzieci
Nie ma to jak wróci? na stare ?mieci
Na obrze?ach miasta zasadzone
Osiedle ca?e sk?pane w betonie
Rodziny tutaj przydzielone
Cz?sto wielodzietne, przez prezesów mieszkaniowych zrodzone
Ludzkie epizody, budz?ce zgody, niezgody
Po dzie? dzisiejszy te? nie rozerwalne przyja?nie
Wtedy to dopiero ka?dy mia? wyobra?ni?
Ma?olaci g?odni wra?e?
ka?dy d??y? tylko, do spe?nienia swoich najskrytszych marze?
Nie zwa?aj?c na konsekwencje
Na pograniczu nara?e? od najm?odszych lat snu?y si? anegdoty
Matka powtarza?a - ty nie pasujesz do tej ho?oty
S?ucha? tego nie mia?em najmniejszej ochoty
Bra?em klamoty i ju? biegiem na podwórze
?ele?niaki, ma?ciaki standard niebylejaki
Ju? jako dzieciaki nie?le sobie radzili?my
Na nogi postawili?my ca?? nasz? okolice
Proste, w szoku byli rodzice, kiedy to przynie?li?my
Do domów pierwszy zarobiony uczciwie hajs
Jego sobie nie przyw?aszczyli?my, z nimi si? dzielili?my
Dla nas wszystkich by?a to nie lada gratka
Wychowani na kartkach, dalej akcja wartka
W szkole niejedna wpadka, na wywiadówkach
Matka musia?a wys?uchiwa? tych wszystkich uwag na mój temat
Dla przyk?adu pó?niej musia?a mnie zruga?
To jednak nie by?a metoda
To ten rejon przede wszystkim mnie wychowa?
Nigdy nie b?d? tego ?a?owa?, blok artystyczny, vis a vis Pekin
Rodzice w pracy, pociechy zostawione bez opieki
Min??o kop? lat, ten dzieci?cy ?wiat
W nas ?yje ca?y czas
Beztroski byt doros?ych dzieci
Nie ma to jak wróci? na stare ?mieci
Patrz? na zegar, w my?lach cofam wskazówki
Widz? moje osiedle z czasów podstawówki
Wszystkie miejsca znajome, przy których czu?em si? malutki
Du?y skwer przed blokiem, z drzewem na ?rodku rosn?cym
Tam rzucali?my si? g?ogiem i wspinali?my w?ród pn?czy
Z tym miejscem wiele mnie ??czy, gdzie z kolegami zajarani
Mi?dzy klombami z betonu podpalali?my saletr?
Nikt nie chcia? wraca? do domu jak jeszcze by?o przed zmierzchem
Dni wtedy by?y beztroskie, a ?ycie takie pi?kne
Cho? z roku na rok coraz bardziej ?wiadome
Coraz wi?cej chwil sp?dzanych poza domem
Pierwszy zarobek i pierwsze szlugi spalone
Pami?tasz ziomek? pewnie, ?e pami?tam
Jak cie? z budowy depta? nam po pi?tach
Karko?omne eskapady na budow? metra
I fundamenty ko?cio?a komu do szcz??cia wtedy potrzebna by?a szko?a
Kto wtedy chodzi? na lekcje kiedy dooko?a by?y atrakcje wi?ksze
To by?y dobre czasy, dobre czasy
To by?o dobre miejsce, to by?o dobre miejsce
Kiedy tak rejonem si? przechadzam
My?lami wracam przygl?dam si? chodnikowi
Tu stawia?em pierwsze kroki
To przetarte szlaki przez nasze nogi
Z czasem asfaltem wylane drogi
Co to by?y za czasy, donaldy za baksy
Pod pewexem od cinkciarzy
No i pierwsze bronksy - Warka w bary?kach na wagsach
A na kolanach Asia cichodajka, ?ycie to bajka
Urwis my?la? co tu zbroi? i czasu nie trwoni?
Byle by po?miga? z ekip? na rollerkach
Pykn?? w Warszawiaka, no i jaka? prywatka
Ma?pka flaszka na zapojk? byle co
Wtedy nikt nie wiedzia? co to koks
Na topie by?a Samantha Fox i Sabrina Salermo
Kolorofony, Unitra stereo, do pó?nocy zabawa
Po powrocie w domu raban
Starzy znowu za?o?yli szlaban
A kole?ka na gigancie, trzeba by?o kopsn?? ?arcie
I z dnia na dzie?, niespodziewanie
Przywita?o mnie doros?e ?ycie
Lecz o dzieci?stwie nigdy nie zapomn?
To we mnie ?yje, beztroski byt doros?ych dzieci
Nie ma to jak wróci? na stare ?mieci
Min??o kop? lat, ten dzieci?cy ?wiat
W nas ?yje ca?y czas
Beztroski byt doros?ych dzieci
Nie ma to jak wróci? na stare ?mieci
Min??o kop? lat, ten dzieci?cy ?wiat
W nas ?yje ca?y czas
Beztroski byt doros?ych dzieci
Nie ma to jak wróci? na stare ?mieci